O wezwaniu w środku sprawy
„Nie mogłam się zatrzymać dla Śmierci, Zabrał mnie przez uprzejmość.”
Najdziwniejsze są tu dobre maniery. Śmierć zjawia się jak uprzejmy gość, który zauważył, że jesteśmy zajęci, i czeka, aż odłożymy, co mamy w rękach.
Dickinson trafia w coś, do czego nie dociera żaden argument: nie da się jej zaplanować ani zasłużyć na nią gotowością. Uprzejmość w tym wersie nie jest pocieszeniem. Jest przyznaniem, że to przerwanie przychodzi na własnych warunkach — do życia, które akurat było w środku czegoś.
